Master of Kitchen na parę dni pozostawił kuchenne podboje tylko i wyłącznie mnie. Owszem było miło…ciasta i zupy stanowiły fajny odpoczynek od mięsa pod każdą postacią. Jednak nadszedł dzień powrotu i wypadało coś ugotować…wybór był oczywisty – mięso, cóż innego dla mięsożercy.  Przyznaję długo zastanawiałam się nad wyborem potrawy…pieczone, smażone, duszone…wszystko już było. Zdecydowałam po długiej burzy mózgów – będą mielone pulpety w sosie. Nie wymagają stania w kuchni i modlenia się nad piekarnikiem, żeby mięso nie wyschło, żeby się nie przypaliło itd. Pulpety to fajny obiad.

Na sklepowych półkach trzeba znaleźć:

0,5kg mięsa mielonego (u mnie była to szynka)
Jajko
Bułka tarta
Marchew
Pietruszka (korzeń)
Seler
Por
Śmietana 18%
Natka pietruszki
Koperek
Liść laurowy
Ziele angielskie
Sól
Pieprz
Tymianek
Majeranek

I teraz przed Wami najprostrze z możliwych czynności. Mięso mielone doprawiamy przyprawami dodajemy jajko i bułkę tartą. Wszystko razem ręcznie mieszamy i wygniatamy. Na koniec formujemy małe kuleczki – nasze pulpety. W garnku zagotowujemy wodę z dodatkiem jarzynki albo kostki rosołowej, liścia laurowego oraz ziela angielskiego i do gotującej się wody wrzucamy pulpety. Zostawiamy je tak na 20 – 30 minut gotujące się na małym ogniu.

Z kolei marchewkę, pietruszkę, seler ścieramy na tarce na dużych oczkach albo kupujemy gotową mrożoną i już utartą włoszczyznę, ja tak zrobiłam i zaoszczędziłam sobie trochę czasu. Porę drobno kroimy. Wszystko dodajemy do gotujących się pulpetów. Zapominamy o wszystkim na jakieś 15 – 20 minut. Jak warzywa są już miękkie a mięso się ugotowało dodajemy śmietanę wraz z drobno posiekaną natką pietruszki i koperkiem. Chwilę podgrzewamy i jemy z dowolnym dodatkiem; ziemniakami, ryżem lub kaszą, z makaronem też pewnie będą ok ale nie próbowałam.

 

 

 

SMACZNEGO!