Polędwica wieprzowa to miła odmiana od kurczaków, schabowych i mielonego. Kusiła nas polędwica wołowa ale zasłyszane tu i ówdzie, że najlepiej smakuje na wpół surowo smażona po dwie minutki z każdej strony i jej cena 80 zł za kilogram skutecznie nas zniechęciła. Jakoś mięso czerwoniutkie w środku z wyciekającymi na talerz jej sokami nie zachęca moich i Mastera of Kitchen kubków smakowych. Więc stanęło na polędwicy ale wieprzowej. W przygotowaniu jest bardzo wdzięczna, mięso delikatne a smażenie zajmuję równie niewiele czasu jak przy wołowej ale nic nie jest czerwone, surowe tylko prawidłowo przesmażone. Nasz ostatni nabytek jakim była patelnia grillowa też świetnie znajduję tutaj swoje zastosowanie.

Do dzisiejszego obiadu potrzebowaliśmy:

2 polędwiczki wieprzowe
Kluski śląskie
Cebula
Ocet winny z czerwonego wina
Musztarda
Śmietana 30%
Sałata lodowa
sól
Pieprz kolorowy

Składników niewiele a obiad jest naprawdę pyszny. Polędwiczki kroimy na plastry grubości 1 – 1,5 cm. Delikatnie rozgniatamy dłonią, mięso jest delikatne i nie ma potrzeby maltretowania go tłuczkiem. Pieprz kolorowy młotkujemy w moździerzu i marynujemy nim polędwice razem z oliwą i odrobiną soli, odstawiamy na jakiś czas do lodówki. Wiadomo, że im dłużej tym lepiej myśmy w oczekiwaniu na zamarynowanie się mięsa wytrzymali godzinę. Następnie plastry polędwicy smażymy na patelni grillowej na niewielkiej ilości tłuszczu, praktycznie jedynie ją tylko natłuściliśmy. Mięso przesmaża się bardzo szybko, pierwszy kawałek po smażeniu go od 3 do 4 minutek z każdej strony przetestowałam smakowo czy nie jest gumowaty i nie był. Mięso więc mamy już gotowe.

Sos do polędwicy wyszukaliśmy w internecie i postanowiliśmy go przygotować – jest banalnie prosty. Drobno siekamy cebulę i kiedy już się zeszkli dolewamy 2 łyżki octu winnego i 2 łyżki musztardy (dowolnej, najlepiej wziąć ta, którą lubi się najbardziej) i jak się chwilę podusi dolewamy 4 łyżki śmietany. Wiadomo ilości można zwiększać proporcjonalnie do tego ile sosu chcemy mieć. W tym czasie kluski śląskie już się ugotowały – przyznaję, że kupiliśmy gotowe, nie robiliśmy ich sami. No i sałatkę…czyli sałatę lodową z sosem koperkowym. To wszystko…pychota. Jedząc obiad cały czas pytaliśmy się nawzajem czemu tak rzadko kupujemy polędwicę.

SMACZNEGO!